Dec 7

Cytadela Analfabety; czyli Sztuka Wypowiadania Się

“Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia”.

Erich Maria Remarque –
Trzej towarzysze

Słowa, które słyszymy często, kształtują nasze oblicze I poglądy; zwłaszcza, kiedy pochodzą one od osób, które szczerze kochamy I szanujemy. Ciekawość zżera nas od momentu, gdy jesteśmy w stanie otworzyć oczy I powiedzieć “ba”.
Ten moment jest iskrą naszej egzystencji, która ewoluuje każdego dnia, zmieniając się pod napływem wiatru zasad i przekonań, jakie wpaja nam społeczeństwo otaczające nas. Chłonąc jak gąbka, przyswajamy wiedzę niezrozumiałą drugiej osobie takiej jak my, gdyż jesteśmy porostu od siebie inni.
To jest moment przełomu naszego, gdy mając podstawy życia i etyki, jesteśmy w stanie określić ścieżkę, którą chcielibyśmy podążać. Marzenia i emocje, zakłócające nasz zdrowy rozsądek, powodują ze od czasu do czasu zbaczamy z ustalonej drogi; oddając się pokusom losu. Uśpiona logika spycha nas na drugi tor, gdzie zaczyna się przygoda poznania prawdziwego świata – miejsca tak niebezpiecznego, tak zwrotnego i tak nieobliczalnego, ze ostry smak chili i gorzka gorycz nie odstraszają nas nawet na krok. Dlaczego? Bo tak jesteśmy zaprogramowani. Ciekawość – to pierwszy stopień do piekla.
Owa cecha rodzi się w nas ze względu na głód poznania tego, co jest nam obce, odmienne od naszych poglądów, podniecające swoja różnorodnością.
Ucząc się sztuczek podanych na tacy, mamy dwa wyjścia –
pójść za pokusą
posłuchać zdrowego rozsądku.

Wiadomo, że dla tych, którzy maja otwarty umysł pokusa będzie wyborem; ksenofobia zaś podporządkowana jest zdrowemu rozsądkowi; bo, po co mamy narażać swój dość ustabilizowany tryb życia na jakieś nieoczekiwane zwroty akcji. I tak czas nam mija, aż po starość, gdy dostajemy olśnienia i zaczynamy pluć sobie w twarz, ze, choć raz nie podjęliśmy tego ryzyka, by przeżyć nieokreśloną przez jakiekolwiek scenariusze przygodę.
Zamknięci w pudełku bezpieczeństwa emocjonalnego, wypełniamy powstałą pustkę produktami lub ludźmi, którzy są nam zupełnie niepotrzebni. To smak wiedzy, poznania, rozwinięcia skrzydeł I poczucia się wolnym pozwala nam na wypełnienie każdej luki stworzonej przez życiowe rozterki.
Ze mną było odwrotnie; głód ekspansji emocjonalnej, socjologicznej I umysłowej dopadł mnie już w latach młodości. Jako młokos już interesowałam się wszystkim, co dostrzegły moje oczy. Szczerze mówiąc, nadmiar pytań typu:, co to jest, do czego to służy, dlaczego to tak wygląda i jak jest to zbudowane, doprowadzały moich rodziców do szału. Ale cóż, kto nie pyta, nie uzyskuje odpowiedzi. I tak, opleciona ciekawością, gąbczasta ja ruszyłam na podbój świata.

Odkąd pamiętam, zawsze słyszałam to przysłowie: “ucz się ucz, bo wiedza to potęgi klucz”.
Przez bolesny okres dorastania robiłam tak, jak powinnam.
Dziś, siedząc dumnie w fotelu, jestem zadowolona z tego, kim się stałam. Ale bez wiedzy, którą uzyskałam dzięki chęci rozwoju i doświadczeniach, które wywarły na mnie nieodwracalny wpływ, nie byłaby, kim jestem teraz – sobą.
Obserwując wydarzenia, zachowania ludzkie, analizując wypowiedzi, i porównując je z teorią behawioryzmu; stworzyłam w mojej głowie obraz świata, który bez wątpienia potrzebuje cudu by się ocknąć z transu nowoczesnego porządku.
Wynikiem tego długoletniego projektu jest podsumowanie zachowani ludzkich, ukształtowanych do danych sytuacji i potrzeb jednostek obserwowanych.

Wierzcie mi bądź nie, ale w jednym wyrażeniu mogę podsumować moje rezultaty: “głupi ma zawsze szczęście”.
Bezmyślność jest wręcz darem dzisiejszego stulecia, a inteligencja umysłowa bądź emocjonalna, barierą w pozyskaniu spełnienia i szczęścia (sukcesu).

Dlaczego wiec tak się staje?
Dlaczego piramida szczęścia Abrahama Maslowa została tak drastycznie odwrócona do góry nogami?

Odpowiedz tkwi w szczegółach.
Pytacie, jakich i dlaczego?

Czy pamiętacie jak pani na teście, klasówce, bądź egzaminie dawała wam 0 punktów za częściowa lub połowiczną odpowiedź?
Albo, czy kiedykolwiek mieliście problem ze zrozumieniem przez innych tego, co chcieliście powiedzieć?
Albo, czy słyszeliście słowo, którego znaczenia nie rozumieliście, a żeby nie zrobić z siebie idioty, mówiliście: “dokładnie”, “oczywiście”, “zgadzam się z tobą”?
Suma summarum, po tym padała wasza riposta: “wiem, ale to nieprawda, bo ja uważam/myślę”.
I tu przechodzimy do punktu, gdzie “pies jest pogrzebany”:

Definicja z Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Analfabetyzm

(Analphabetism (gr. αναλφαβετος nieznający liter) – w rozumieniu potocznym, brak umiejętności pisania i czytania oraz wykonywania czterech podstawowych działań matematycznych u osób dorosłych,”)

Źródłem analfabetyzmu, moglibyśmy zalożyć, jest nieumiejetność przekazywania wiedzy przez nauczycieli.
Wpisując to sformułowanie w Google, otrzymałam jako 1szy link ten oto portal www.cricoteka.pl, a tam ten oto artykuł:

Nowe metody przekazywania wiedzy

W celu uzyskania przydatnych informacji pozwoliłam sobie na przeczytanie ów artykułu, który okazał się trój-paragrafem ogłaszającym spotkanie “profesjonalistów”. Najbardziej urzekł mnie ten paragraf:

“Formuła łączy ze sobą popularne speed dating (szybkie randki) z pecha kucha (rodzaj prezentacji multimedialnej składającej się z 20 slajdów pokazywanych po 20 sekund każdy), umożliwiając uczestnikom, w stosunkowo krótkim czasie, poznanie dużej grupy profesjonalistów a następnie zainicjowanie współpracy z wybranymi osobami. Dzięki przyjętemu modelowi, chcemy ułatwić nawiązywanie profesjonalnych kontaktów, jednocześnie niwelując stres, ryzyko porażki, chroniąc profesjonalistów przed długimi i bezowocnymi spotkaniami oraz długotrwałym researchem. Celem spotkania jest również wspieranie działań interdyscyplinarnych pomiędzy różnymi dziedzinami kultury, jak teatr, taniec oraz sztuki wizualne”

No I wszystko jasne! W celu wyleczenia “analfabetyzmu” trzeba dużo obcować z wielorakim rodzajem społeczeństwa profesjonalistów w jak najkrótszym czasie. Proste? 🙂

„(…) wiedza = potęga = energia = materia = masa. Dobra księgarnia to po prostu elegancka czarna dziura umiejąca czytać”.

Terry Pratchett – Straż! Straż!

No nie dla mnie, gdyż poniżej mamy definicje “upośledzenia umysłowego”:

“Definicja Amerykańskiego Towarzystwa do Spraw Upośledzenia Umysłowego:
Niepełnosprawność intelektualna jest to stan ujawniający się przed 18 rokiem życia, charakteryzuje się:
*funkcjonowaniem intelektualnym znacznie poniżej przeciętnej
*istotnym ograniczeniem niektórych osobistych umiejętności i sprawności w zakresie (lub więcej) wymienionych zdolności:
 Umiejętność porozumiewania się,
 Sprawność w zakresie samoobsługi,
 Radzenie sobie z czynnościami dnia codziennego
 Sprawności interpersonalnych
 Umiejętności podejmowania decyzji (kierowanie sobą)
 Dbania o własne zdrowie i bezpieczeństwo
 Radzenie sobie w szkole
 Organizowanie czasu wolnego
 Radzenie sobie w pracy”

I tu się zaczyna rodzic kontrowersja. Wiem wiem, ale mówię, co myślę.
Załóżmy, ze mam problem z porozumiewaniem się z innymi. Co to oznacza? Bazując na def. Analfabetyzmu, możemy przyjąć ze mam ubogie słownictwo, wiec nie umiem wyrazić swoich myśli bądź uczuć. Jednak, opierając się na teorii upośledzenia umysłowego brak mi:
 Sprawności interpersonalnych
 Radzenie sobie w szkole
 Radzenie sobie w pracy

Więc, kto tu ma racje? Czy mam się poczuć urażona, czy “przyjąć to na klatę jak prawdziwy mężczyzna”, I:
 Albo pogodzić się z tym faktem
 Albo z nim walczyć.

Możecie się śmiać, ale ten problem jest dzisiejszą tragedią socjologiczną. Ojciec (twórca) terminu “socjologia” przekręciłby się w grobie, gdyby był świadkiem tego nowego nurtu. Auguste Comte, urodzony w 1798r., był przekonany o konieczności dokonania reformy nauki, a jego plany reformatorskie objęły także stosunki społeczne oraz religię. Jego głównym dziełem było sześciotomowe Cours de philosophie positive – Kurs filozofii pozytywnej (1830-1842).
Filozofia Comte jest pozytywna gdyż:
• Zajmuje się ona wyłącznie przedmiotami rzeczywistymi – bada rzeczy dostępne umysłowi;
• Rozważa tylko tematy pożyteczne – gdyż chce służyć polepszeniu życia;
• Ogranicza się do przedmiotów, o których można uzyskać wiedzę pewną;
• Zajmuje się kwestiami ścisłymi;
• Pracuje pozytywnie, nie ogranicza się do krytyki.
W ujęciu Comte’a filozofem pozytywnym jest ten, kto zrozumiał, że nauki przyrodnicze stworzyły doskonały wzór dochodzenia naukowego. Posługuje się ona, bowiem tylko badaniami czysto faktycznymi. Filozof pozytywny unika tworów abstrakcyjnych oraz “bezbłędnych”, i zastępuje je przez konkretne oraz względne teorie.
Comte określił zakres filozofii pozytywnej, ograniczając ją do realnie istniejących przedmiotów, o których można uzyskać wiedzę pewną i ścisłą. Dlatego metafizyka nie może być przedmiotem rzetelnej wiedzy.
Wiec, jeśli bierzemy pod uwagę dwie powyższe definicje oraz twórcę socjologii, można dojść do poniższego stwierdzenia:
Biorąc pod uwagę działanie neuronów oraz receptorów u dorosłego człowieka (fakt z nauk przyrodniczych/Comte), nieumiejętność czytania ze zrozumieniem (analfabetyzm) oraz brak umiejętności przekazania uzyskanej wiedzy (upośledzenie umysłowe) otrzymujemy zaskakujące rozwiązanie: PRZECIĘTNY CZŁOWIEK W DZISIEJSZYCH CZASACH COFNĄŁ SIĘ DO POZIOMU SZYMPANSÓW, ALBO I NIŻEJ.

Jan Miodek, populyzator wiedzy o języku polskim, we wszelakich artykułach zamieszczonych na portalu Poradnia Językowa, próbuje uświadomić narodowi polskiemu jak ważna jest dla nas forma wypowiadania się oraz jakość owej wypowiedzi. Nowym trendem wręcz jest bagatelizowanie pojęć i tworzenie nowych wyrażeń bądź zwrotów, które zakładamy niesłusznie, że są poprawne.
W artykule „Siła słowotwórczej analogii”, prof. Miodek cytuje jedno z ostrzeżeń skierowanych do klientów, umieszczone na straganie wrocławskim:
„Towar pomacany należy do macanta”.
Trudno tego nie traktować w kategoriach językowego dowcipu czy nawet groteski. A przecież twórca owego ostrzeżenia z pewnością nie myślał o takim odbiorze macanta. Posłużył się słowotwórczą analogią do serii rzeczowników typu figurant, laborant, kolaborant, kursant, amant, aresztant. Taki kontrast jest zawsze przecież humorystyczny (np. formacje wódeczność i wypiteczność też odbieramy, jako żart językowy dzięki kontrastowi między intelektualnym przyrostkiem -ość a frywolnymi podstawami słowotwórczymi wódeczny i wypiteczny.

Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz.

Albert Einstein

Z artykułu, “10 najinteligentniejszych zwierząt” uzyskujemy, bowiem te informacje:
“Intelektualne zdolności szympansów, których materiał genowy jest w 98.5% zgodny z ludzkim, fascynują naukowców od lat. Zwierzęta te potrafią tworzyć i używać narzędzi, rozwiązywać problemy, komunikować się językiem ciała i wyrażać emocje w sposób, jaki robi to człowiek – np. śmieją się podczas zabawy i płaczą, gdy są smutne. Jedną z najbardziej imponujących umiejętności jest przypisywanie symboli obiektom, a następnie używanie tych symboli w sekwencjach do wyrażania złożonych idei. W testach pamięci krótkofalowej szympansy okazały się lepsze od ludzi, szybciej zapamiętując i odtwarzając ciągi cyfr”.
Delfiny dla odmiany, prezentują się tym:
“Delfiny uważane są za najinteligentniejsze zwierzęta wodne. Delfiny butelkonose mają znacznie większą od człowieka korę mózgową, odpowiadającą za komunikowanie się – delfiny posługują się najbardziej zaawansowanym systemem komunikacji w świecie zwierząt. Te intrygujące zwierzęta zdolne są też do przetwarzania abstrakcyjnych informacji, rozwiązywania problemów i do okazywania empatii. Najnowsze badania wykazały, że delfiny podczas polowania posługują się także skomplikowanymi formułami matematycznymi, które pozwalają im lepiej namierzyć i w efekcie schwycić swoje ofiary”.

No I znów moglibyśmy pomyśleć, ze jesteśmy obrażani przez naukowców. Jednak zapominamy o tym, ze żeby zostać naukowcem, trzeba mieć odpowiedni zakres wiedzy, umiejętność komunikowania się, przekazywania wiedzy oraz otwarty umysł na zjawiska niewyjaśnione wcześniej. Czy my, ludzie mamy takie zdolności? Naturalnie, Nie. W języku potocznym, kujony nie są cool.

“Era współczesna, często nazywana Wiekiem Informacji, nigdy nie bywa nazwana Wiekiem Wiedzy. Informacja nie przekłada się bezpośrednio na wiedzę. Musimy ją najpierw przetworzyć – dotrzeć do niej, przyswoić, zrozumieć, scalić z informacją już posiadaną i utrzymać”.

Robert B. Cialdini – Wywieranie wpływu na ludzi.

W moim przypadku, miałam to szczęście ze nie musiałam być “kujonem”, by chłonąć wiedzę jak gąbka. Ja to poprostu lubiłam, I lubię dalej!
Poszerzanie wiedzy, szokowanie się ciekawostkami, obcowanie z ludźmi oraz nauka behawioryzmu odkąd pamiętam, były moją naturalną cechą rozwoju. Oczywiście, wpływ czynników zewnętrznych jak rówieśnicy, nauczyciele, pracodawcy, bądź urzędnicy zapoczątkował we mnie zjawisko zwane “sarkazmem”. W środowisku ludzi “na poziomie”, sarkazm definiuje się, jako “wyższą formę inteligencji”. W końcu sarkazm to nic innego, jak złośliwa ironia; czyli jedno mówisz, a drugie chcesz przekazać. Nie każdy to potrafi. Ludzie inteligentni bez trudu korzystają z sarkazmu oraz go wyłapują w wypowiedziach innych.
Strona: www.sarkastyczni.wordpress.com, sugeruje, jak używać sarkazmu w praktyce.
Sarkazm stosowany w stosunku do innych osób lub sytuacji, powinien być dodatkowo wzmacniany odpowiednim tonem głosu:

• Gdy dzieje się coś złego – Świetnie! Wspaniale! To jest po prostu to, czego potrzebuję.
• Kiedy przewidzisz jakieś wydarzenie, lub spodziewasz się po kimś jakiejś postawy – No, co za niespodzianka!
• Gdy ktoś mówi coś, co jest bardzo oczywiste – Naprawdę Sherlocku? Jesteś taki mądry!
• Gdy ktoś robi coś złego – Wspaniale, po prostu świetnie!
• Kiedy coś się dzieje, czego nie chcesz by się wydarzyło – To jest właśnie to, czego potrzebuję!
Zatem stajemy przed rozstajem decyzji intelektualno-towarzyskich:
Czy zmiażdżyć konkurenta ostrym komentarzem, czy też wykorzystać jakiś zabawny cytat i obrócić wszystko w żart?
Jeżeli wybierzemy sarkazm, należy:
– Odpowiadać natychmiast
– Wykorzystać wiedzę na temat oponenta.
– Wykorzystać ich słabości.

Gdy idziemy ta droga, trzeba pamiętać ze nigdy nie należy:
– Płakać
– Stosować powszechnie używanych sarkastycznych odpowiedzi.

Sarkastyczne, złośliwe i ironiczne wypowiedzi zmuszają mózg, aby nieco się wysilił i zrozumiał, że jest jakieś ukryte znaczenie słów, poza tym dosłownym, które ktoś wypowie. Tak, więc, w pewnym sensie, sarkazm zmusza człowieka do myślenia o krok do przodu. Badanie pokazało, że kiedy podłączy się elektrody do mózgu, i człowiek usłyszy niesarkastyczną oraz sarkastyczną wypowiedź, to wzrost aktywności mózgu zostanie zaobserwowany w tym drugim przypadku.
W kolejnym artykule “Czy sarkazm pomaga nam w życiu” z 29.04.2015 (www.nauka.newsweek.pl), dowiedziałam się, iż
“sarkazm pozwala zrozumieć kontekst i „wkupić” się do towarzystwa. Sarkazm stał się nie tyle nowym sposobem wyrażania, co wręcz nowym językiem”

Tak, więc, nowoczesne społeczeństwo charakteryzujące się sarkazmem, są warte poznania; i zarazem inteligentniejsze od przeciętnego homo sapiens, szympansa lub delfina.
Osoby nierozumiejące ironii są od razu zauważane i traktowane jak nieprzystosowane do życia w grupie. Badacze ewolucji twierdzą, że gdyby nie sarkazm gatunek ludzki nie odniósłby takiego sukcesu. Częsty kontakt z osobą, która nie „wyłapuje” sarkazmu może prowadzić do wielu nieporozumień i kłótni. O przyjaźni raczej nie może być mowy.

No tak, zdążyłam już nazwać rodzaj ludzki smutnie upośledzonymi umysłowo analfabetami, z kompleksami socjologicznymi.

“Wiedzę niszczyli ci, którzy byli zbyt głupi, aby zrozumieć, co czynią”

Richelle Mead – Cienie sukuba

Ale jak to ujął obiekt moich badan podczas debaty na wszelakie tematy:
“ Ty przekręcasz! Tu utniesz, tamto wyciągniesz, I dodajesz jeszcze”.

A staje się to (według ów obiektu badań) z powodu braku białka w mózgu, co uniemożliwia pracę receptorów. Podtrzymując swoja jakże nowoczesną tezę, obiekt stwierdził, iż w mózgu neurony nie działają, gdy zaobserwujemy brak białka; doszedł do konkluzji, ze “większość ciała składa się z wody, czyli masy suchej; czyli po wyparowaniu wody masz masę suchą”.

Gdy kontynuowałam badania teorii w praktyce, usłyszałam te o to mądre słowa: “teza to jest twierdzenie, ale niekoniecznie udowodnione”. A wkraczając na sferę ekspertyzy poddanego badaniu obiektu, otrzymałam definicję oprogramowania Python:
“Python w IT oznacza skryptowy język programowania. To nie jest oprogramowanie ani system. To jest interpreter, czyli taki język”.

Według Wikipedii mamy poniższą definicję:
“Python – język programowania wysokiego poziomu ogólnego przeznaczenia, o rozbudowanym pakiecie standardowych, którego ideą przewodnią jest czytelność i klarowność kodu źródłowego”

I tu rodzi się pytanie:

JAK OSOBA NIEPOTRAFIĄCA SIĘ KOMUNIKOWAĆ MOŻE PROGRAMOWAĆ APLIKACJE, GRY, ITP. W JĘZYKU, KTÓRYM NIEKONIECZNIE UMIE SIĘ POSŁUGIWAĆ W SPOSÓB PRZEJRZYSTY I ZROZUMIAŁY DLA ODBIORCY?

Prowadząc moje badania w środowisku programistów, spotkałam się z “próbowaną ironią” skierowaną w moim kierunku. Dla ułatwienia dodam, że ja jestem osobą o umyśle humanistycznym, a programiści z reguły ścisłym. W kręgach obu kultur zawodowych powstały nawet żarty oparte na podstawowych zasadach komunikowania się. Z uśmiechem namalowanym na twarzy szydzimy z siebie, nie rozumiejąc żadnego słowa wypowiedzianego w obu kierunkach. Jak to możliwe? Przecież fundamentem obu grup jest komunikowanie się.
Po dłuższej analizie danych i obserwacji, mogę z ręka na sercu potwierdzić, że problem polega na separacji intelektualno-socjologicznej, czasem nawet emocjonalnej. Nawet nie wiecie, jaka przygoda jest słuchanie programisty próbującego wytłumaczyć cokolwiek z jego dziedziny wiedzy. Ja to nazywam “laniem wody”, czyli godzinny wykład na temat wokół tematu, bez poparcia argumentami.
“Lanie wody należy do jednej z praktyk wydłużania bądź nawet pisania hasła. Polega na wstawianiu w zdania pustych wtrąceń retorycznych, fanowskich „ciekawostek”, przymiotników i zwrotów wartościujących i innych zawalidróg na drodze do puenty. W tutejszej praktyce jest to ciągłe pisanie oczywistych rzeczy w sposób przesadnie rozwlekły (por. z tym wykroczeniem) lub powtórzeń opisanych i tak rozwlekle w wielu innych artykułach”

Jeśli wiec mamy ochotę na kilkugodzinny “stand-up comedy”, to polecam wykłady w tej dziedzinie. Pamiętajcie tylko, ze nie będzie czasu na zabawę po wykładach, gdyż trzeba przeczytać teorię ze zrozumieniem i użyć jej w praktyce. No, ale czego się nie robi dla odrobiny śmiechu; przecież śmiech to zdrowie.

Wszyscy dobrze wiemy, ze od zawsze najcenniejszym źródłem rozwoju cywilizacyjnego był przekaz informacji, czyli wiedza. Bez tego ludzkość nie miałaby dostępu do postępu oraz profitów. Już przed nasza erą cywilizacje uwieczniały istnienie swojej kultury w formie obrazów, przedmiotów symboli przedstawionych na ścianach świątyń, posągach, osadach, itp. Dzięki temu ówczesny badacz/odbiorca jest w stanie dowiedzieć się ciekawostek, które wciąż szokują społeczeństwo naukowców. Skoro starożytni potrafili przekazać wiedzę w formie obrazków/symboli w sposób rzetelny I czytelny, to można powiedzieć ze byli rozwinięci intelektualnie. Jednak wiedza od dawien dawna była oznaką władzy i przewagi nad tymi, którzy nie byli uprzywilejowani. Jednym zdaniem: bogaci wiedzieli jak się rozwijać, biedni wykonywali rozkazy w przekonaniu ze bogaci o nich dbają.

Nie wiem jak wy, ale dla mnie to brzmi znajomo. Dlatego ludzie, którzy chcą, choć odrobinę wręcz poczuć się ważni/ciekawi/atrakcyjni rozwijają się intelektualnie. Cala reszta bezmyślnie, co-egzystuje w przekonaniu ze więcej niż mają/wiedzą wcale nie jest im do szczęścia potrzebne.

“Wiedza jest najbardziej wartościowym towarem na świecie. Każde nowe odkrycie czyni nas bogatszymi”.

Kurt Vonnegut – Kocia kołyska

I tu dochodzimy do przedniego stwierdzenia: “głupi ma zawsze szczęście”. Jeśli się ze mną nie zgadzacie, to pomyślcie sobie o dowodach historycznych na traktowanie inteligencji przez ludzi ograniczonych umysłowo lub emocjonalnie. Stad na przykład narodziły się takie zjawiska jak mobbing , tyrania, alienacja, sadyzm, itp. Przecież źródłem tych zachowań w oparciu o podłoże psychologiczne, nie jest nic innego jak ograniczenie umysłowo-emocjonalne, zwane potocznie ksenofobią (strachem przed czymś nowym, niezrozumiałym).
Dlatego społeczeństwo musi wybrać drogę swojej egzystencji; albo się rozwijamy i rzetelnie przekazujemy sobie wiedzę, albo zwisamy z drzewa i pozwalamy delfinom decydować za nas o naszych losach.

NON SCHOLAE, SED VITAE DISCIMUS
(nie uczymy się dla szkoły, lecz dla życia)

No comments yet.

Add a comment

Top